Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Emrys [tytuł roboczy]. Rozdział 1. body, p, td {font-family: Arial; font-size: 12px; line-height:16px ; color: #C2BCB; cursor: crosshair; }

Emrys [tytuł roboczy]. Rozdział 1.

Fanfik do Merlina (Przygody Merlina, Merlin BBC). Post Season 5, kanonicznie, jeśli tylko zignorujemy tę malutką scenę na samiutkim końcu. Dziękuję.

Ahem. Nie powinno być błędów, ale mogłam coś przeoczyć. Tytuł roboczy, więc może ulec zmianie.

Enjoy.

*

Rozdział 1: Emrys

Kampus zdawał się emanować ekscytacją wraz z początkiem roku akademickiego. Wszędzie byli ludzie - krzyczeli, śmiali się i witali z dawno niewidzianymi znajomymi. Dwie dziewczyny idące przed nim rozprawiały o nadchodzącej imprezie, grupka chłopaków spacerujących w pobliżu rozmawiała o klubie tenisowym. Ktoś z uśmiechem na pół twarzy wcisnął mu w rękę czerwono-żółtą ulotkę.
Merlin nie podzielał tej ekscytacji. Był raczej zagubiony jako pierwszoroczny student w obcym mieście, nieznający absolutnie żadnego jego mieszkańca. Oprócz pana Grounda, u którego wynajmował pokój, ale emerytowany doktor onkologii, stawiający sobie tarota średnio raz w tygodniu, raczej się nie liczył.
Wchodząc do budynku wydziałowego pomyślał, iż dobrze zrobił, że zwiedził go już parę dni wcześniej, inaczej prawie na pewno nie trafiłby na wykład. Bardzo nudny wykład, należałoby dodać. Po dziesięciu minutach nikt już nie wyglądał na podekscytowanego, a po czterdziestu pięciu co po niektórzy drzemali. Merlin uznał, że w ekonomii nie ma absolutnie nic ciekawego. Może jednak należało się zapisać na archeologię.
Może są jeszcze miejsca, pomyślał z nadzieją.
- Emrys - usłyszał nagle w pobliżu i powiódł sennym wzrokiem dookoła. Nie, musiał się przesłyszeć; wszyscy wokół albo wpatrywali się bezmyślnie w wykładowcę, albo spali. Bardzo możliwe, że jego zmęczony umysł sam wytworzył dźwięk, co miałoby sens biorąc pod uwagę fakt, iż nie istniało takie słowo jak „emrys”.
Albo to zaczątki schizofreni.
- Emrys? - Nie, nie mógł się przesłyszeć. Tym razem słowo zabrzmiało jak pytanie. Cała jego senność zniknęła jak za dotknęciem czarodziejskiej różdżki. Wyprostował się na krześle i rozejrzał uważnie. Jeden ze studentów, siedzący dwa rzędy przed nim, był zwrócony do niego twarzą i patrzył na niego. Jego oczy były duże i niesamowicie niebieskie, jakby przepływał przez nie prąd elektryczny.
- Słyszysz mnie? - Usta chłopaka nie poruszały się, pozostawały zamknęte, ale Merlin był pewny, że to jego głos słyszy. Co to miało być? Telepatia? Może to miało coś wspólnego z prądem elektrycznym w oczach.
Kim jesteś?, zapytał w myślach. Nie sądził, że to zadziała, ale ostatecznie, nikt go przecież nie słyszał. Nie uzyskał odpowiedzi od razu, co tylko utwierdziło go w przekonaniu, że oto dopadła go schizofrenia. Albo ujawniła się. To chyba była choroba genetyczna.
Odpowiedź jednak nadeszła.
Mordred.
Chłopak odwrócił się z powrotem do wykładowcy, prawdopodobnie dlatego, że zaczął przyciągać uwagę osób siedzących za nim. Merlin zmarszczył brwi. Imię nie było popularne, ale w końcu on sam nie nosił zbyt pospolitego. Jego rodzice byli wielkimi fanami legend arturiańskich i dlatego go tak nazwali. Pewnie uważali, że to zabawne. Merlin miał na ten temat inne zdanie. Rodzice Mordreda pewnie też byli trochę pokręceni.
Teraz Merlin zastanawiał się, czy lepiej będzie również się przedstawić, czy zapytać o tę telepatię.
To drugie wydało mu się ważniejsze i bardziej nie cierpiące zwłoki.
Czy my komunikujemy się telepatycznie, czy jesteś schizofrenicznym wytworem mojego umysłu?
Znów nastąpiła chwila ciszy (przerywana monotonnym monologiem wykładowcy) zanim nadeszła odpowiedź. Merlin zaczął się zastanawiać, z jaką prędkością poruszają się myśli. Zdecydowanie wolniej niż światło i chyba wolniej niż dźwięk. Potarł skronie, bo rozbolała go od tego wszystkiego głowa. Chyba powinien mniej myśleć. Stałby się wtedy szczęśliwszym człowiekiem.
A którą opcję byś wolał?
Tę pierwszą, odpowiedział natychmiast, nie bawi mnie wizja bycia przykutym do łóżka w pokoju bez klamek.
Tym razem Mordred odpowiedział znacznie szybciej.
Tak, komunikujemy się telepatycznie.
Merlin wciąż nie do końca w to wierzył. W końcu jego schizofreniczne widmo nie przyznałoby się do bycia schizofrenicznym widmem, prawda?
Nagle przypomniał sobie o początku tej dziwnej rozmowy.
Dlaczego nazwałeś mnie Emrys?
Myślałem, że to twoje imię.
Nie. To dość dziwne imię. Ja nazywam się Merlin.
W takim razie się pomyliłem.
Merlin nie wiedział, co na to odpowiedzieć. Zazwyczaj słów mu nie brakowało, czasami był aż zanadto rozmowny, ale sytuacja, w której się znalazł, była wyjątkowo dziwna.
Naprawdę niczego nie pamiętasz?, odezwał się znów Mordred po dłuższym czasie. Merlin zmarszczył czoło, zastanawiając się, co takiego powienien pamiętać.
Jeśli spotkaliśmy się wcześniej na jakiejś imprezie i cię nie pamiętam, to przepraszam. Nie mam najmocniejszej głowy, choć staram się nie przesadzać z alkoholem. Ale to musiało być dawno, bo ostatnio nie byłem na żadnej większej...
Nie na imprezie, przerwał mu Mordred i Merlin pomyślał, że myśli mogą jednak przemierzać przestrzeń z prędkością światła. Czy myśl jest falą? Musimy porozmawiać. Po wykładzie.
Dobrze. Skoro nalegasz...
Mordred nie odezwał się więcej. Merlin zaczął się zastanawiać, o czym ten tak bardzo chciał porozmawiać. Może chodziło o tę ulotkę. Albo po prostu chce mu coś sprzedać. Pościel firmy „Emrys” na przykład. Marketing rozwija się z każdym dniem, może teraz sprzedawcy mogą komunikować się telepatycznie z potencjalnymi klientami...
Potrząsnął głową. Zaraz naprawdę dostanie schizofrenii.
Resztę wykładu przesiedział jak na szpilkach.

***

- Więc mówisz, że zabiłeś króla Artura.
Siedzieli na ławce, na uniwersyteckim dziedzińcu. Mordred palił papierosa, a Merlin marszczył nos za każdym razem, gdy dosięgnął go zapach dymu.
- Zgadza się.
- A ja jestem reinkarnacją tego Merlina, średniowiecznego maga.
- Na to by wyglądało.
- I musimy znaleźć reinkarnację Artura, by pomóc mu wypełnić jego przeznaczenie.
- Tak jest.
- Którym jest?
Mordred przeczesał dłonią włosy, zastanawiając się nad odpowiedzią.
- Jeszcze do tego nie doszedłem - przyznał w końcu. - W średniowieczu miał zjednoczyć Albion i przywrócić do niego magię, ale nie wiem, jakby to miało działać w dwudziestym pierwszym wieku.
Merlin przypatrywał mu się przez chwilę, po czym odwrócił wzrok i westchnął.
- Nabijasz się ze mnie - stwierdził, ale w jego głosie nie było słychać wyrzutu, zupełnie jakby spodziewał się czegoś takiego. - Wiem, że moje imię bawi innych ludzi, ale wymyślanie takich rzeczy nie jest zbyt miłe.
Wstał, chcąc odejść i możliwie więcej nie zadawać z Mordredem, jeśli w ogóle tak brzmiało jego prawdziwe imię. Powstrzymał go jednak jego głos.
To jak to wytłumaczysz?
Odwrócił się na pięcie.
- Nie wiem! Istnieją ludzie z takimi zdolnościami i najwyraźniej ty również je posiadasz. Ale wiesz, myślę, że nie powinni ich wykorzystywać do nabijania się z innych.
Tak, mam pewne zdolności. Ale ty też je masz, inaczej nie mógłbyś mnie nawet usłyszeć, a co dopiero mi odpowiedzieć.
- Więc dlaczego nigdy nie zrobiłem nic magicznego? - zapytał Merlin przez zaciśnięte zęby, zastanawiając się, dlaczego jeszcze uczestniczy w tej konwersacji. - Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że posiadam jakieś moce.
Nie wiem, dlaczego tak jest, przyznał szczerze Mordred. I martwi mnie to. Coś blokuje twoją magię i twoje wspomnienia. Jak każdy władający magią, powinieneś odrodzić się, pamiętając o swoim przeszłym życiu.
Mordred był albo szalony, albo minął się z powołaniem i powinien studiować aktorstwo, stwierdził Merlin. Przez cały ten czas wyglądał i brzmiał tak szczerze i niewinnie, że Merlinowi było coraz trudniej wątpić w jego słowa, jakkolwiek niedorzeczne by nie były.
No i argument z telepatią go przekonywał. Częściowo.
Właściwie to Merlin nawet chciał mu uwierzyć. Nagle zrodziło się w nim pragnienie bycia kimś specjalnym, kimś wielkim - w końcu do tej pory nie był nikim więcej jak niezdarnym nastolatkiem ze śmiesznym imieniem, którego wszyscy oceniali przez pryzmat jego roztrzepania.
Mordred zgasił papierosa, o którym zdawał się nie pamiętać przez większość tej dziwnej rozmowy. Spojrzał na zegarek.
- Zostało nam pięć minut do wykładu - powiedział na głos, co sprowadziło Merlina na ziemię. - Słyszałem o pewnym rytuale, który może nam pomóc. Jeśli tylko zgodzisz się, bym go przeprowadził.
- Jeśli tylko nie obejmuje on palenia kotów, picia krwi dziewic i wyrywania kończyn - mruknął Merlin, co bardzo rozbawiło Mordreda. Wstał z ławki i powoli ruszyli w stronę sali wykładowej.
- Nie, nie obejmuje niczego takiego, ale to złożony rytuał, polegający na wejściu w cudzy umysł.
Merlin poczuł zimny dreszcz przebiegający mu wzdłuż kręgosłupa. Spojrzał niepewnie na Mordreda. Przeszła mu ochota na wierzenie jego słowom.
Mordred zatrzymał go przed salą wykładową.
- Wiem, że trudno ci w to uwierzyć, ale musisz się przemóc. To ważne. Szukałem cię tyle lat, zdawałem sobie sprawę z tego, że mogą wystąpić jakieś problemy, ale nie spodziewałem się czegoś takiego. To mi jednak nie przeszkodzi, bo nie należę do takich, co łatwo się poddają.
Wszedł do środka, zostawiając oszołomionego Merlina na korytarzu.

 

Od autorki: tak, wiem, wspinam się na wyżyny kreatywności z tymi tytułami xD



21:28:58 2/01/2013 [Powrót] Komentuj






Strona Główna

Dodaj do Ulubionych

OPOWIADANIA
Drabble/Miniatury
[D] Cienie
Online
1-5.
6-10.
11-15.
16-17.
18-20.
21-24.
25-29.
30-33.
34-36.
37-41.
42-45.
Online 2
1-5.
6-10.
11-14.
15-18.
19. + Epilog
Online 3
1-4.
5-7.
8-10.
11-12.
13-15.
16-19.
20-21.
22-23.
24-25.
26-28.
29.
30-31.
32-33.
34-39. Koniec.
Silly Merlin Comic (KOMIKS)[zawieszone]
Page 1
Pages 2 & 3
Page 4
Page 5
Odcinek specjalny (Boże Narodzenie)


ARCHIWUM
2013
Grudzień
Listopad
Wrzesień
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczeń
2012
Grudzień
Listopad
Październik